Do napisania tego artykułu zmotywowała mnie Iza Gemzała z pracowni Prosty Plan. Dzięki Iza.

Zadane pytanie czy mam wśród realizacji projekt, który zmienił moje życie lub wpłynął na nie znacząco, zaczęło kiełkować w mojej głowie….myślenie…w sumie każdy projekt niesie ze sobą nowe, inne doświadczenia, nowe znajomości, uczenie się ludzi…Jest to zarazem ciekawe, podniecające ale też i mega wymagające wyzwanie.

Czy wybrać projekt, który totalnie mi nie wyszedł i się go wstydzę (bo tak też się zdarza ;-), czy wybrać ten, nad którym najbardziej się napracowałam i wyszło cudnie, czy może ten gdzie nie ograniczał mnie budżet i mogłam poszaleć z materiałami wykończeniowymi….a może jeden z kilkudziesięciu, gdzie Klienci stali się moimi przyjaciółmi.;-)

Pierwsza myśl, która wpadła mi do głowy, tak Oni 😉

Dzień dobry, kupiliśmy mieszkanie od developera i chcielibyśmy projekt. Poleciła nam Panią ….

Gdy takie słowa padły do słuchawki nie miałam świadomości, że będzie to tak owocna współpraca i przyjaźń na lata. Standardowo ustaliliśmy spotkanie, w między czasie dostałam 5 wiadomości SMS z rozrysowanymi na kartce w kratkę długopisem, pożądanych zmian w mieszkaniu….hmmm

Spotkaliśmy się w wynajmowanym przez nich mieszkaniu…byli tacy radośni, pełni marzeń i planów. Tacy zachwyceni, że wybrali u developera opcję z wykończeniem pod klucz….upssss, i tacy nieświadomi co to tak naprawdę znaczy. W miarę jak zaczęłam im tłumaczyć…entuzjazm mijał.

Nie zagłębiając się w szczegóły postawiłam sobie za punkt honoru, że wycisnę z tego developerskiego pakietu „pod klucz” tyle ile się da. I udało się!

Dodatkowym mega wyzwaniem był fakt, że mieszkanie miało dwa tarasy, z czego jeden ogromny usytuowany był przy sypialni, natomiast mały tarasik przy salonie. Oooo nie, my tak nie chcemy!

Odwróciłam wszystko do góry nogami jak przystało na architekta idealnego 😉

Odważni, energetyczni ludzie, którym dałam dużo. Oprócz projektu dałam im utożsamianie się z tym wnętrzem. Było totalnie ich. Przeszliśmy przez cały proces wspólnie w podskokach niemalże trzymając się za ręce. To było wspaniałe przeżycie!

Przyznali mi się po jakimś czasie…”Iza, jak na początku dawałaś pomysły to my patrzyliśmy na siebie i w duchu mówiliśmy…kurde, co Ona gada, ale jak to będzie….? 😉 Teraz już wiemy ;-)”

Po roku ich fundament, jakim jest rodzina delikatnie się zachwiał i usłyszałam, że …..oczywiście jedną z rzecz, która nie pozwoliła im się rozstać to było nasze dzieło-dziecko, czyli projekt ich pierwszego wspólnego mieszkania. Mamy wszyscy świadomość, że nie tylko to…ale dołożyłam cegiełkę… Teraz prze nami kolejne wspólne wyzwanie- lubię gdy Klienci do mnie wracają 😉

Co jeszcze przypomniało mi się w ostatniej chwili…TAAAAKKKK….zaproszona na parapetówkę oczywiście chciałam być oryginalna i obudziłam w sobie dawno uśpione pokłady atryzmu.

Tak, namalowałam dla nich i ich mieszkania mój pierwszy obraz…i tak rozpoczęła moja przygoda z malowaniem obrazów. Kocham to! Maluję nadal i rozwijam się. Już wielu Klientów ma na swojej ścianie mój obraz, namalowany tylko dla nich!

Kilka moich prac można obejrzeć TU

Pisząc ten artykuł zadzwoniłam do mojej Klientki z zapytaniem…hej słuchaj czy ten mój obraz nadal u Was wisi? Tak jasne wisi, a co? 😉

Przyjaźnimy się do dnia dzisiejszego!

Kocham Was, dziękuję M i R 😉

Zapisz się do newslettera